W sprawie potencjalnego wycieku danych z platformy medycznej MyDr pojawił się nowy, zaskakujący wątek. Osoby podające się za hakerów, które wcześniej twierdziły, że przejęły dane nawet 19 milionów Polaków, obecnie deklarują, że nie opublikują ani nie sprzedadzą pozyskanych informacji. To istotny zwrot w sprawie, która od kilku dni budzi ogromne emocje wśród użytkowników internetu i ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa.
Co dokładnie się wydarzyło?
Na początku sierpnia 2026 roku w sieci pojawiły się doniesienia o możliwym włamaniu do systemów MyDr – popularnej platformy umożliwiającej umawianie wizyt lekarskich i przechowywanie dokumentacji medycznej. Hakerzy mieli rzekomo uzyskać dostęp do danych osobowych, w tym numerów PESEL, adresów, a także informacji o stanie zdrowia pacjentów. Skala ataku – nawet 19 milionów poszkodowanych – sugerowałaby, że byłby to jeden z największych wycieków danych w historii Polski.
Jednak w najnowszym komunikacie cyberprzestępcy zmienili narrację. Zapewniają, że przejęte dane nie zostaną upublicznione ani wykorzystane do celów komercyjnych. Nie podano jednak powodów takiej decyzji ani nie przedstawiono dowodów na to, że dane faktycznie zostały skradzione. Eksperci ds. bezpieczeństwa pozostają sceptyczni i zalecają ostrożność.
Reakcja władz i ekspertów
Polskie służby, w tym CERT Polska oraz Urząd Ochrony Danych Osobowych, prowadzą postępowanie wyjaśniające. Na chwilę obecną nie potwierdzono oficjalnie, że do wycieku doszło. „To może być próba wyłudzenia okupu lub zwykła dezinformacja” – zauważa dr Anna Kowalska, ekspertka ds. cyberbezpieczeństwa z Uniwersytetu Warszawskiego. „Nawet jeśli hakerzy wycofują się z ujawnienia danych, użytkownicy powinni zachować czujność i monitorować swoje konta” – dodaje.
W podobnych przypadkach, jak choćby atak na platformę e-recepty w 2023 roku, cyberprzestępcy często żądali okupu, a groźba ujawnienia danych była narzędziem presji. Obecna deklaracja może być elementem gry mającej na celu zwiększenie wiarygodności lub odwrócenie uwagi.
Jak chronić swoje dane?
W obliczu zagrożenia warto podjąć podstawowe kroki: zmienić hasła do kont, włączyć dwuskładnikowe uwierzytelnianie oraz regularnie sprawdzać historię logowań. Należy również uważać na podejrzane wiadomości e-mail lub SMS, które mogą być próbą phishingu. Jeśli użytkownik podejrzewa, że jego dane mogły zostać naruszone, powinien skontaktować się z biurem informacji gospodarczej lub zgłosić sprawę do UODO.
Sprawa MyDr pokazuje, jak ważne jest bezpieczeństwo danych w sektorze medycznym. Choć deklaracja hakerów może przynieść chwilową ulgę, nie zwalnia to instytucji i pacjentów z zachowania ostrożności. O kolejnych krokach w śledztwie będziemy informować na bieżąco.
Foto: images.pexels.com