0 Comments

Po ogłoszeniu kosztownego przejęcia Electronic Arts przez nowego inwestora, wśród pracowników studia BioWare narasta niepokój. Jak donoszą branżowe źródła, atmosfera w kanadyjskim zespole jest napięta, a spekulacje dotyczące masowych zwolnień oraz sprzedaży kluczowych marek – w tym kultowego cyklu Mass Effect – stają się coraz głośniejsze.

Co stoi za obawami pracowników?

Według informacji opublikowanych przez serwis GRYOnline.pl, nowi właściciele rozważają restrukturyzację portfela, co może oznaczać pozbycie się części studiów i własności intelektualnych. Dla BioWare, które od lat kojarzone jest z takimi hitami jak Dragon Age czy Mass Effect, byłby to cios w tożsamość i stabilność zatrudnienia.

Analitycy rynku gier zwracają uwagę, że podobne praktyki miały już miejsce w przeszłości – wystarczy przypomnieć losy takich zespołów jak Visceral Games czy Pandemic Studios, które po przejęciach przez gigantów branży zostały zamknięte lub rozparcelowane. „To typowy scenariusz dla dużych korporacji, które chcą maksymalizować zyski, a nie pielęgnować artystyczną spuściznę” – komentuje jeden z ekspertów cytowanych przez branżowe media (źródło: GRYOnline.pl).

Jakie skutki może mieć to dla graczy?

Jeśli BioWare zostanie sprzedane lub pozbawione licencji na swoje najbardziej rozpoznawalne serie, gracze mogą spodziewać się opóźnień w produkcji kolejnych odsłon, a nawet anulowania zapowiedzianych projektów. W dłuższej perspektywie ucierpi także jakość narracji i charakterystycznego dla studia stylu, który zbudował rzesze fanów na całym świecie.

Na razie ani Electronic Arts, ani nowy właściciel nie wydali oficjalnego oświadczenia w tej sprawie. Jednakże, jak zauważają komentatorzy, brak reakcji na rosnące spekulacje bywa często pierwszym sygnałem, że plotki nie są bezpodstawne.

Przyszłość BioWare pozostaje niepewna, a społeczność graczy z niepokojem czeka na rozwój wydarzeń. Czy jedno z najbardziej zasłużonych studiów RPG w historii branży przetrwa tę próbę? Odpowiedź poznamy zapewne w nadchodzących miesiącach.

Foto: images.pexels.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts